Riverside – Love, Fear and the Time Machine

Warszawska grupa Riverside cieszy się uznaniem od pierwszego wydanego albumu. Z każdą płyta poprzeczka podnosi się
coraz wyżej. Została ona postawiona już dość wysoko po wydaniu albumu zatytułowanego Shrine Of New Generation Slaves z 2013 roku. Czy panowie z Riverside zdołają podnieść poprzeczkę jeszcze wyżej? Zdecydowanie tak! Wspięli się oni na wyżyny. Dowodem na to jest ostatnie wydawnictwo zespołu, które nosi tytuł  Love, Fear and the Time Machine. Nigdy nie wątpiłem w umiejętności muzyków tego genialnego kwintetu, który zachwyca swoimi kompozycjami już od pierwszej płyty. Wiedziałem, że ich nowa płyta mnie nie zawiedzie. Nie spodziewałem się jednak aż takiego materiału. 

Fear and the Time Machine otwiera lekka i pełna wdzięku kompozycja Lost (Why Should kofs_9884868471757ccbed3a3f8a5c3200e27276403760I Be Frightened By a Hat?). Utwór zawdzięcza swą lekkość stonowaną linią gitary, której towarzyszy subtelny wokal Mariusza Dudy. Nastroju dodają ledwie słyszalne klawisze, które tylko dopełniają całość. Potem następuje nieoczekiwane namnożenie się dźwięków, które ostatecznie rozchodzą się w progresywnej przestrzeni. Główna rolę odgrywa tutaj gitara i perkusja. Oba instrumenty są mocno zaakcentowane. Mimo to Lost… nadal pozostaje zwiewną i lekką kompozycją.

Under the Pillow zaś odznacza się pięknym gitarowym trójdźwiękiem. Dźwięki gitary balansują między sobą tworząc w ten sposób niepokojący nastrój. Następnie dołącza wokal i partia perkusji. Mariusz Duda pięknie maluje swoim subtelnym głosem, który w tym kawałku ociera się lekko o półszept. Zabieg ten dodaje tej kompozycji niezwykłego klimatu. podobnie jak w poprzednim kawałku dochodzi tutaj do namnożenia dźwięków. Partie instrumentalne się rozwarstwiają i dają wodzę fantazji. Głównie linia melodyczna gitary na chwilę odbiega o motywu przewodniego utworu, bo potem powrócić w towarzystwie mocnego basu na swoje miejsce.
#Addicted jest jakby kontynuacją Under the Pillow. Rozpoczyna się on od mocnych i i chłodnych basów, na których zakończył się poprzedni utwór. Taki wstęp nie wróży tego co stanie się potem. Mimo iż początkowo wokal trzymał się nisko, to potem finezyjnie wnosi się i opada opowiadając zwrotki. Druga część kawałka tak jak u poprzedników oznacza instrumentalne bogactwo czyli nawarstwienie się dźwięków. Choć wszystko zostało już przewidziane i po refrenie oczekujemy zakończenia utworu, to dzieje się nieco inaczej. Zmienia się diametralnie klimat i zostajemy wrzuceni w wir melancholii, a potem wszystkie dźwięki wraz z wokalem powoli zanikają.

Caterpillar And the Barbed Wire także otwierają tajemnicze i nastrojowe basy w towarzystwie subtelnego wokalu, do którego powoli dołącza perkusja. Początek ten jest wprowadzeniem do pełnych zwrotek,w których pojawiają się dźwięki drugiej gitary. Zabieg ten lekko 1435698604xbCMZ5vuEZb9s2EQ3c82cbtSLeBub6ożywia instrumentarium. Następnie znów możemy zaobserwować rozwijające się i narastająca na siebie dźwięki, które są kwintesencją umiejętności muzyków z Riverside.

Saturate Me zdecydowanie różni się od swoich poprzedników. Ostre i w pełni progresywne intro wypełnione drapieżną sekcją gitar. Tutaj następuje moment bardzo zaskakujący. Nikt nie spodziewa się, że z tych buntowniczych gitarowych brzmień wyłoni się zwiewny i cichy wokal, który przełamuje ostre dźwięki i wprowadza nieco ciszy i spokoju. Prawdziwy majstersztyk.

Afloat kontynuuje zabieg rozpoczęty w Saturate Me. Tutaj zaś pierwsze skrzypce gra cichy i subtelny wokal, któremu towarzyszą minimalistyczne i urokliwe dźwięki. Słyszymy tutaj stonowaną gitarę i klawisze. One zaś stanowią tylko tło dla nastrojowego wokalu.

Discard You Fear czyli singiel promujący wydawnictwo charakteryzuje się przede wszystkim niezwykłym pogłosem. Czuć tutaj mocne wpływy lat 80. Dzieje się tutaj sporo. Jest trochę mroku głównie w partiach gitarowych. Potem jednak utwór jaśnieje a wszystko za sprawą tego pięknego, subtelnego wokalu, za który odpowiada Mariusz Duda. Warto zwrócić uwagę na ścieżkę gitary, która do złudzenia przypomina dźwięki z A Forest z dorobku The Cure.

Towards the Blue Horizon rozpoczyna się pięknymi akustycznymi dźwiąkami gitar i wiele wspominanym wokalu Mariusza Dudy. Potem dołącza perkusja i zwiewne klawisze. Wszystko to daje wrażenie niezwykłej lekkości. Kompozycja na pozór spokojna i opanowana potem zmienia się diametralnie. Każdy z instrumentów idzie w swoją stronę. Tworzy się w ten sposób lekka dramaturgia i niepokój. Piękne balansowanie między nastrojami. Lecz to nie koniec emocjonalnej igraszki. Wszystko to czego mogliśmy doświadczyć w Towards the Blue Horizon znajdziemy również w Time Travellers, jednak w mniejszym natężeniu.

Finałową kompozycją zamykającą album jest zwiewny i balladowy Found (The Unexpected Flaw of Searching)Utwór charakteryzuje się swą harmonijnością. Found jest niezwykle nastrojowy i emanuje ciepłem oraz spokojem. Wszystko to za sprawą łagodnego wokalu, któremu towarzyszą przepiękne nostalgiczne dźwięki gitar i perkusji.

Grupa Riverside to fenomen na skalę światową. Każdy ich album jest wielkim dziełem. Ponadto nie podążają oni za najnowszymi muzycznymi trendami. Idą swoją ścieżką eksperymentując i odwołując się do ubiegłych dekad, np. lat 80.,których wpływ słychać niemalże na całym krążku. Najnowsze wydawnictwo Riverside znacznie odbiega od wcześniejszych dokonań grupy. Jest w nim więcej ciepła i pozytywnej energii. Wszystko to za sprawą pięknej warstwy tekstowej i finezyjnej gry dźwięków. Love, Fear and the Time Machine to album dojrzały, kompletny i choć spójny to jednak różnorodny. Znajdziemy w nim masę niebanalnych brzmień ze świata szeroko pojętego prog rocka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s