Leave’s Eyes – King of Kings

Na ten album czekali wszyscy miłośnicy muzyki spod znaku symfonicznego metalu z kobiecym głosem na czele, a także
fanatycy opowieści o wikingach i dawnej Norwegii. Mowa tu o niemiecko – norweskiej grupie Leave’s Eyes. Zespół z albumu na album prezentuje coraz to lepszą formę. W przypadku King of Kings można nawet rzec, że Liv wraz z ekipą wznieśli się na wyżyny. Dowodem na to jest genialny krążek. Tym razem zespół przygotował dla nas lekcję historii przy świetnych metalowych brzmieniach. Kings of Kings opowiada o dziejach Norwegii za czasów panowania Haralda Harfagre (Haralda Pięknowłosego). Skoro cały krążek mówi o nim i o jego zasługach to musiała to być bez wątpienia bardzo ważna osobistość dla Norwegów. Tak też było, bo wspomniany Harald był pierwszym królem Norwegii, który zjednoczył kraj w zwycięskiej bitwie pod Hafrsfjordem. Liv Kristine Espenaes Krull czyli wokalista zespołu urodziła się w Hafrsfjordzie. Dlatego opowieść o dawnych dziejach tego miejsca jest dla niej tak bliska i ważna. Jak sama mówi:

Morskie dno Hafrsfjordu kryje wiele tajemnic i śladów. Co więcej, urodziłam się właśnie w Hafrsfjordzie. Harald był synem Halfdana Czarnego z dynastii Ynglingów (z linii Odyna), a to jedynie początek niesamowitej przygody!

Tak więc zacznijmy tą niesamowitą przygodę!

Album otwiera bardzo mocna czwórka. Najpierw rozbrzmiewa przecudne i tajemnicze intro zatytułowane Sweven. Następnie przechodzimy do tytułowej kompozycji czyli do King of Kings, która wyjaśnia o czym jest cały album. Bez owijania w bawełnę król królów pochodzi z Norwegii. A Leave’s Eyes tylko to potwierdzają opowiadając to w swojej muzyce. Po wyjaśnieniu tematyki utworu rozpoczyna się opowiadanie historii. Zespół w utworze Halfdan The Black, który jako singiel promował płytę przybliża osobę Halfdana Czarnego, który był ojcem Haralda Pięknowłosego. Następnie zaś słyszymy piękną opowieść zatytułowaną The Waking Eye. W taki sposób Leave’s Eyes zaprosił nas do swej muzycznej opowieści o dawnej Norwegii. Wydawać by się mogło, że te cztery utwory to najmocniejsze momenty na płycie. Jednak tak nie jest. Tutaj jeden znakomity utwór się kończy by mógł zacząć się następny równie genialny.

Po tak mocnym wstępie rozbrzmiewa piękny, utrzymany w folkowym klimacie Feast of the Year, który stanowi wstęp do
następnego utworu jakim jest Vengeance Venom. W obydwu kompozycjach obecne jest instrumentalne bogactwo. Dzieje się tam bardzo dużo. Genialne gitarowe riffy, perkusja no i ten hipnotyzujący dźwięk kobz i dud. Coś wspaniałego. Utwory te stanowią całość i w pełni oddają klimat Norwegii za czasów Haralda Pięknowłosego. Potem przychodzi czas na Sacred Vow, który jest jednym z najszybszych utworów na krążku. Liv pięknie maluje tutaj swoim głosem w towarzystwie chóru London Voices. Następnie słyszymy utwór Edge of Steel, w którym gościnnie wystąpiła Simone Simons (Epica). Przyznam, że tej kompozycji byłem ciKingof-kingscoverekaw najbardziej. Nie spodziewałem się akurat takiej formy. Liv i Simone śpiewają zwrotki razem i ich głosy zlewają się w jedność. Daje to niesamowity efekt, bo obie panie są posiadaczkami mocnych wokali. Między wokalami Liv i Simone został wplątany mroczny growl. Otrzymujemy w ten sposób mocny i zapadający w pamięć metalowy hymn. Następnie przychodzi czas na niezwykle piękny i liryczny Haraldskvæði. Utwór ten jest piękną folkową balladą. Liv pięknie tworzy nastrój swoim głosem, a pod koniec jej wokal zmienia się w szept, który wywołuje cierki na plecach. Folkowe klimaty an tej kompozycji się nie kończą, bo sporo folku doświadczamy również w utworze Blazing Waters. Obok Liv słyszymy tutaj również głos Lindy-Fay Hella’y i obecny niemalże w każdym utworze genialny chór London Voices. Finałową kompozycją jest zaś Swords in Rock. Utwór ten można porównać do norweskich przyśpiewek wojennych, które wykonywane były wieczorem przy ognisku. Tym samym kawałek ten podsumowuje cały krążek.

Album King of Kings od momentu premiery zbiera same pozytywne recenzje. Wcale się temu nie dziwię, bo płyta jest genialna! Leave’s Eyes wznieśli się na wyżyny wydając tak dobry album. W swoich recenzjach staram się nie oceniać płyt. Piszę tylko co o nich myślę. Teraz jednak zrobię wyjątek. Album oceniam 10/10! Dawno nie słyszałem tak dobrego symfonicznego metalu. Te 43 minuty z King of Kings to była wspaniała przygoda, którą chcę się przeżywać w nieskończoność. Kłaniam się nisko grupie Leave’s Eyes, która sprawiła mi bardzo dużo radości wydając taki album!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Leave’s Eyes – King of Kings

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s