Kamelot – Haven

Kzu8HxQ

Jest wiele albumów, które stoją w kolejce do przesłuchania. Dziś przyszedł czas na najnowszy krążek grupy Kamelot zatytułowany Haven. Jest to już druga płyta zespołu z Tommym Karevikiem na wokalu. Na poprzednim krążku nowy wokalista poradził sobie doskonale. Dorównał swemu poprzednikowi. Kamelot udowodnił w ten sposób, że nawet bez Roy’a Khan’a na pokładzie są w stanie nagrać bardzo dobry album. Takim był właśnie Silverthorn.

Czy Haven jest godnym następcą swojego poprzednika? W pewien sposób tak, choć oba krążki sobie dorównują. Są bardzo do siebie podobne, zresztą jak każdy album grupy. Panowie nie serwują nam zaskakujących elementów, jednak nie ma tutaj mowy o odgrzewaniu kotleta. Po prostu Kamelot już wyrobił sobie pewien styl i podążają cały czas w jednym kierunku. Jest to bardzo dobre ale i niebezpieczne posunięcie. Na Haven grupa otarła się lekko o uczucie muzycznego deja vu. Jednak płyta nie jest nudna. Muzyka jest klimatyczna, melodyczna i naszpicowana orkiestralnym przepychem. Kompozycje zawarte na nowym albumie są po prostu smaczne. Haven zapewne przyniesie słuchaczom sporo frajdy. Wszystko za sprawą profesjonalizmu, który towarzyszy zespołowi od pierwszego krążka. Wszystko jest na jak najwyższym poziomie, poczynając od wokalu i kończąc na kompozycyjnym majstersztyku.

Jak już wspominałem zaskakujących elementów tutaj nie znajdziemy, no oprócz dwóch utworów, które zdecydowanie wyróżniają się na tle całej płyty. Pierwszym z nich jest przepiękny i nieco balladowy numer Under Grey Skies, w którym u boku Karevika usłyszymy Charlotte Wessels z Delain. Drugim zaś jest szybki i naszpicowany growlami w wykonaniu Alissy White – Gluz (Arch Enemy), Revolution. Warto także zwrócić uwagę na single, które promowały krążek, czyli Veil Of Elysium i Insomnia, oraz na numer tytułowy, który zamyka płytę. Choć moim zdaniem równie dobrze mógłby ją otwierać, bo jest to swego rodzaju instrumentalne intro z dramatycznymi chórkami w tle.

Haven nie zaskoczył mnie niczym szczególnym, ale też nie rozczarował. Panowie wydali po prostu kolejny dobry album. Jeśli komuś przypadł do gustu choć jeden album zespołu, to ich nowy krążek także przypadnie wam do gustu. Genialny wokal, bardzo dobra muzyka i zachwycająca fabuła płyty sprawia, że nie jestem w stanie przejść wobec tej płyty obojętnie. Co prawda nie przewyższy ona mojego ulubionego krążka grupy jakim jest The Black Halo z 2005 roku. Jednak będę do niej wracał bo warto. Polecam ten album wszystkim miłośnikom grupy Kamelot jak i fanom nieco ostrzejszego grania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s